O autorze
MICHAŁ MISZTAL - Jeszcze w trakcie studiów rozpoczął przygodę z biznesem akademickim pełniąc funkcję dyrektora Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości przy SGGW oraz przy Uczelni Łazarskiego. W ciągu 11 lat pracy nad rozwojem przedsiębiorczości w Polsce opiekował się ponad 600 startupami spośród różnych branż pełniąc następnie rolę Dyrektora Regionalnego AIP. Pod jego opieką znajdowały się wszystkie 11 inkubatorów województwa mazowieckiego. Następnie objął zarządzanie sprzedażą warszawskich Business Linków – akceleratorów biznesu i przestrzeni coworkingowych.
Jest autorem biznesowych programów edukacyjnych dla początkujących biznesmenów dla których przeprowadził kilkaset godzin doradztwa. Był konsultantem przy kilkudziesięciu procesach inwestycyjnych, z których kilkanaście zakończyło się powodzeniem. Świetnie czuje się w roli trenera lub prelegenta - prowadził dziesiątki szkoleń i występował na wielu konferencjach biznesowych i startupowych, wspierając rozwój największej w Europie organizacji startupowej. Wykładowca Uczelni Łazarskiego.

Mówiły jaskółki… czyli jak znaleźć swoją drugą połówkę (biznesową).

Stare polskie przysłowie twierdzi, że niedobre są spółki. Ilu ludzi tyle opinii, a może lepiej powiedzieć – jakie doświadczenia, takie opinie. Chciałbym więc podzielić się z Wami moimi doświadczeniami z obserwacji kilkuset biznesowych związków, spółek, partnerstw itd. Komu się udaje zbudować dream team? Jak i gdzie szukać ludzi do zespołu? A może … nie szukać wcale i działać na własną rękę?

Mam ten przywilej, że już niemal 9 lat wspieram w rozwoju startupy w Polsce. Przez ten czas zaobserwowałem pewną tendencję dotyczącą budowania firmy przez wspólników. Przede wszystkim, obowiązuje żelazna zasada psychologii społecznej – lubimy to, co jest do nas podobne. Dlatego też bardzo wielu ludzi zakłada firmy z tymi, którzy są do nas podobni. Niestety, ale takie podejście sprawia, że najczęściej powielamy swoje kompetencje, zamiast je uzupełniać. Nigdy nie zapomnę najbardziej zwariowanej firmy dietetycznej, która powstała w moim inkubatorze. Do mojego biura wpadło pięć dziewczyn, a każda z nich – wulkan energii. Jedna trenowała kickboxing, druga pływanie, a każda z nich studiowała dietetykę. Świetnie się znały, przyjaźniły przez całe studia, więc czemu by nie założyć własnej firmy, w której będą edukowały Polaków jak zdrowo jeść i dbać o siebie… Niestety, ale żadna z nich nie była informatykiem, żadna nie była sprzedawcą, żadna nie potrafiła zarządzać zespołem – każda natomiast potrafiła ułożyć jadłospis, przygotować dietę, czy skonsultować problemy zdrowotne. Niestety firma tych przesympatycznych dziewczyn zakończyła się, zanim się jeszcze dobrze zaczęła. Na szczęście – przyjaźń przetrwała.



Kolejny przykład – obserwowałem także rozwój startupu prowadzonego przez 4 inżynierów, którzy przygotowali innowacyjne i zaawansowane technologicznie rozwiązanie lotnicze. Każdy potrafił obliczyć nośność, zaprojektować skrzydła opracować sterowanie, ale żaden nie potrafił… sprzedać produktu. I kiedy powstał działający prototyp chęć dopracowania do perfekcji każdego detalu sprawiła, że do fazy sprzedaży nawet nie doszło. Ale znam też świetne przykłady uzupełniania kompetencji. Pewnego dnia rozmawiałem z dwoma chłopakami, którzy opowiadali mi o ich autorskim systemie do zarządzania stanami magazynowymi w hurtowniach AGD. Jeden – nieco bardziej postawny, uśmiechnięty facet po SGH - przez cały czas opowiadał o tym, jakie cuda można robić za pomocą ich systemu. Po pół godzinie żałowałem, że nie mam hurtowni AGD, bo z pewnością kupiłbym ten wspaniały system. Po chwili zapytałem drugiego wspólnika, absolwenta PW, który całą rozmowę patrzył się w ścianę, co on robi w tej firmie, na chwilę podniósł wzrok i niepewnie odpowiedział „No ja ten program napisałem”. Pamiętajmy, że nie potrzebujemy w firmie kolejnych osób, które wiedzą to co my, myślą tak jak my. Przy takiej konfiguracji będziecie poklepywać się po ramieniu, a nie będzie miejsca na kreatywne spory, prowadzące do rozwoju Waszego biznesu.

Kolejną negatywną (najczęściej) tendencją jest robienie biznesu z naszymi bliskimi: narzeczonym, przyjacielem, bratem. Połączenie relacji biznesowych i prywatnych nie wychodzi na dobre. Albo firma rozpada się przez relacje prywatne, albo przyjaźń podupada przez biznes.

Bardzo wiele razy obserwowałem upadki długotrwałych przyjaźni, nawet małżeństw przez nieporozumienia w firmie. Przykładów mógłbym podawać wiele, ale nie chciałbym wchodzić w prywatne sprawy tychże osób, postaram się zdefiniować dwie przyczyny takich konfliktów: w firmie nic nie idzie (a przecież to Twoja wina, bo ja pracuję jak oszalały!!) lub w firmie idzie bardzo, bardzo dobrze (to oczywiste, że to moja zasługa – ja więc powinienem mieć z tego więcej niż Ty!!). Te ludzkie ambicje i oczekiwania zniszczyły już niejeden biznes i przyjaźń. Ale oczywiście i tutaj znajdziemy wyjątki. Jedną z firm, którą wspieramy od lat prowadzą dwie Ole – przyjaciółki od dzieciństwa. Ole to przykład wspaniałej relacji biznesowej, która została zbudowana na solidnych fundamentach przyjaźni. Kiedy w prywatnym życiu jednej z nich coś się psuje, druga bierze ciężar odpowiedzialności na siebie aż do czasu rozwiązania wszystkich problemów i wie, że może na to samo liczyć od swojej wspólniczki. Jednak takie przypadki to rzadkość. Dlatego też, zanim zaczniesz prowadzić z kimś firmę, znajdź kogoś komu ufasz, ale jeżeli coś pójdzie nie tak, to nie będziesz bardzo cierpieć, jeżeli ta relacja się zakończy. Pamiętaj również o jednej bardzo, bardzo ważnej rzeczy – z czasem początkowe ustalenia potrafią się zamazać, a każdy pamięta je tak, jak mu wygodnie. Nie musisz z przyjacielem spisywać żadnej umowy, ale wymieńcie się mailami, gdzie obie strony akceptują ustalone przez siebie warunki współpracy, jasny podział obowiązków, decyzyjności i oczywiście… zysku. Dzięki takiemu spisanemu porozumieniu będziesz w stanie uniknąć wielu problemów i wyjaśnić niejasności bardzo sprawnie.

Jeżeli jednak w Twoim otoczeniu brakuje ludzi, z którymi chcesz i możesz robić biznes to nic straconego! W dobie social media i licznych spotkań o charakterze networkingowym możesz poznać każdą osobę, której potrzebujesz do stworzenia biznesu, musisz tylko podjąć niełatwą próbę znalezienia i przekonania jej do siebie. Zacząć możesz przez internet – jest wiele grup poświęconym poszukiwaniom wspólników, ale doradzałbym coś zupełnie innego. W każdym większym mieście organizowane są różne spotkania, gdzie możesz poznać swoją biznesową „drugą połówkę”. Żeby daleko nie szukać Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości organizują cyklicznie spotkanie o nazwie Speed Business – czyli szybkie randki biznesowe. W ramach takiego wydarzenia grupa około 20 osób przeprowadza rozmowy każdy z każdym w ramach ustrukturyzowanych minutowych konwersacji i ma okazję wybrać tych, z którymi chce współpracować po spotkaniu. Odbyło się już pięć edycji i z pewnością będą kolejne. Jeżeli jednak nie potrzebujesz wsparcia w networkingu możesz przyjść również na cykliczną imprezę o nazwie Startup Mixer, gdzie regularnie gościmy grupę około 100 młodych i dynamicznych przedsiębiorców, którzy szukają wsparcia i możliwości współpracy. Oprócz tego, możesz znaleźć wiele innych, darmowych spotkań, gdzie znajdziesz wspólnika, partnera, klienta, mentora, inwestora, których twórcami są inne organizacje.

A może tworzenie firmy to według Ciebie zadanie dla jednej osoby? Moim zdaniem nie do końca. Spośród firm, które najlepiej sobie radzą w AIP najczęściej są biznesy prowadzone przez więcej niż jedną osobę (ale nie więcej niż trzy). Niesie to za sobą liczne korzyści – podziału zadań, możliwość wyspecjalizowania się i bardzo istotne – podtrzymywanie się na duchu w chwilach trudnych i momentach zwątpienia. Nigdy nie wiesz, czy nie zachorujesz, złamiesz nogi, stracisz motywację na pewien okres – wtedy Twój zaufany wspólnik może wziąć więcej ciężaru na siebie i pomóc Ci przetrwać ten czas. Oczywiście prowadzenie jednoosobowej firmy to zachowanie pełnej kontroli nad firmą, umożliwia realizowanie dokładnie Twoich planów i ambicji i pozostawi wszystkie zyski w Twojej kieszeni. Dlatego, musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy lepiej mieć 100% z 5 000zł miesięcznie wypracowane na własną rękę, czy 50% ze 100 000zł zarobionych wspólnie?

Ps. Jeżeli szukasz informacji o wydarzeniach networkingowych w Twojej okolicy polecam sprawdzać na www.inkubatory.pl/wydarzenia lub na portalu evenea.pl, czy innych agregatorów wydarzeń. Gorąco zachęcam!
Trwa ładowanie komentarzy...